Minęły dwa miesiące od momentu kiedy dowiedziałam się o chorobie, dwa miesiące od kiedy znaleziono we mnie potwora, który wkradł się w moje ciało z chęcią zabrania mi go. To były bardzo długie miesiące piekła i walki z niewidzialnym przeciwnikiem..
Pomału godzę się z tym co mnie spotkało. płaczę, tupię, ale to nic nie daje, więc po co to robić? Może zamiast użalać się nad swoim losem lepiej było by żyć i cieszyć się z dni które mi zostały. To śmieszne... dziewczyny w moim wieku boją się starości, boją się pierwszych zmarszczek. Chcą trzymać ją jak najdalej od siebie, a ja...
...a ja o niej marzę. Marzę o twarzy pokrytej siateczką zmarszczek, siwych włosach na skroni. Czy to tak wiele. Chcę dożyć starości, chcę doczekać wnuków, chcę żyć. Boję się, że mogę się poddać, stracę siłę do walki. Boję się, że ta moja siła nie jest prawdziwa, że w ten sposób staram się zagłuszyć strach, że jednak nie będzie dobrze. To dopiero początek chemioterapii, a jeszcze zostało mi sześć kursów, operacja i radioterapia. Co będę myślała później, kiedy ciało osłabione leczeniem będzie się poddawać. Jak się nie poddać?
„ Nie jest łatwo być tym kto odchodzi, ale nie jest też łatwo być tym kto zostaje“ cytat zaciągnięty z jakiegoś serialu, ale dla mnie jest myślą przewodnią. Kiedy ja już odejdę nie będę nic czuła, moje cierpienie i strach przed śmiercią skończy się w momencie jej przyjścia. Moja rodzina cierpi teraz ogarnięta strachem co do mojego dalszego leczenia i tego co się ze mną stanie. Lecz oni są w tej gorszej sytuacji, że gdy ja już zamknę oczy oni wciąż tu będą, zostanie ból po stracie i cierpienie. Jak mam umierać kiedy jeszcze nie zaczęłam żyć, kiedy nie zrobiłam nic bo zawsze uważałam, że tyle jeszcze przede mną. Myślałam, że na wszystko jeszcze przyjdzie czas, a teraz boję się że nie zdążę. Boję się, że nie dałam dzieciom wystarczająco dużo swojej miłości i nie dam im jej jeszcze więcej. Chciałabym ich wychować na dobrych ludzi, na dobrych mężów i ojców. Miałam wiele planów i marzeń które chciałam spełnić... Jak teraz żyć nie wiedząć co dalej. Każdy kiedyś umrze. Ale inaczej jest wiedząć że niedługo może nas nie być obarczonych śmiertelną chorobą, a co innego wyjść z domu i wpaść pod samochód. Lepiej nie wiedzieć co go czeka. Najgorsze są chwile, kiedy słabnę, kiedy czuję się jakby już nadszedł mój koniec. Boję się i ciało zaczyna mi drętwieć z przerażenia. Walczę ze sobą, ale czy gdyby przyszła śmierć była bym w stanie z nią wygrać, czy mogłabym ją oszukać? Nie, jej się nie da oszukać ani od niej uciec. Z nią nikt nie wygra, kiedy ma przyjść to przyjdzie nie pytana o zdanie.
Chcę żyć. Chcę czuć się dobrze jak wcześniej i nie bać się wyjść sama z domu. Nie chcę bać się zostać sama, bo jeśli zostanę coś może mi się stać i nikt mi nie pomoże, nikt nie zauważy. Nie chcę aby zabiła mnie chemioterapia. Nie chcę by zabił mnie nowotwór. Chcę by zabiła mnie starość.
Czasami mam ochotę dać sobie spokój, przestać walczyć zamknąć się w pokoju nakryć kołdrą po same uszy i udawać jak małe dziecko, że mnie tu nie ma. Udawać, że schowana głęboko pod kołdrę jestem bezpieczna i żaden potwór mnie nie zobaczy. Kiedy będę tak schowana nic złego stać się nie może. Później dorośleję i wiem, że to w ten sposób nie działa. Znów wstaję i walczę.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz