sobota, 1 czerwca 2013

          Dzień moich zaręczyn różnił się od tych z bajki. Siedząc przed telewizorem nawet nie myślałam, że właśnie tego dnia z dziewczyny stanę się narzeczoną, ale tego raczej żadna się nie spodziewa. Mimo, że z romantycznością nie miało to wiele wspólnego i tak były to piękne zaręczyny. Wiem, że Krzysiek chciał to zrobić inaczej, lecz nie starczyło mu czasu. Wiem, że gdyby był w stanie zdjął by mi wszystkie gwiazdy z nieba,a gdyby słońce tak bardzo nie paliło podarował by mi również i je. Dlatego dziękuję Bogu za każdy dzień z nim, za każdy oddech tym samym powietrzem. Krzysiek tego dnia usiadł obok mnie na sofie i pocałował, mówiąc jak bardzo mnie kocha. Wtedy wyjął pierścionek mówiąc: „Słonko, zostaniesz moją żoną?“. Wielu zastanawia się, „ot tak po prostu“. Nie, nie tak po prostu. Czy tak naprawdę ważna jest cała otoczka zaręczyn. Romantyczna kolacja na szczycie gór z widokiem na zachodzące słońce i rozwód za kilka lat, a może właśnie wielka miłość dwojga ludzi i obietnica „aż po grób“?
        Byłam szczęśliwa tak wtedy jak i dziś kiedy siedzi obok mnie i zawsze znajduje chwilę by mnie pocałować. A pierścionek? Piękniejszego nie miałam. Z dużą cyrkonią i odchodzącymi od niej czterema małymi rozchodzącymi się na boki. Cudo. mój pierścionek zaręczynowy. Mówią się, że tylko brylant na zaręczyny da w przyszłości trwałe małżeństwo. Obalam mit- ja nie mam brylantów i wierzę, że moje małżeństwo przetrwa jeszcze wiele prób . Ja dostałam coś znacznie cenniejszego - serce, które bije w sercu drugiego człowieka. 
               Mimo, że od dnia zaręczyn w moim życiu zaczęło się piekło, ale nasza miłość zawsze wygrywała. Czy gdybym wiedziała wtedy ile mnie spotka złego przez słowo TAK czy nadal odpowiedziała bym tam samo? 

             Kiedy Krzysiek zadzwonił do swojej matki by poinformować ją o swoich zaręczynach nie usłyszał gratulacji, wręcz przeciwnie zrobiła mu awanturę, że jest głupi, żeby nie popełniał tego błędu. Mi z kolei powiedziała tylko jedno: "nawet jak zrobisz bachora nie zezwolę na ten ślub..." odłożyłam słuchawkę, byłam przerażona, nagle z miłej kobiety jaką do tej pory grała pokazała swoje oblicze. Do dnia mojego ślubu cywilnego wciąż dzwoniła do Krzyśka z zagranicy błagała go by się opanował, dzwoniła do mojej mamy z groźbami. Nie byłam "godna jej syna". Rozkazywała mojej mamie by nie dopuściła do ślubu, że jeśli do niego dojdzie zniszczy to małżeństwo, że my razem nigdy nie będziemy szczęśliwi. Przepłakałam wiele dni i wiele nocy, wtulając się  w Krzyśka i prosząc o znak co zrobić. Czy trwać w tym piekle, które ta kobieta mi zgotowała czy dać sobie spokój zrezygnować z miłości. To on podjął za nas decyzję, mówiąc że chce być ze mną i to za niego wychodzę a nie za jego rodzinę. Dni mijały a on codziennie miał telefon od tej diablicy z groźbami tak jak i moja mama, która nie raz powtarzała mi abym może jednak dała sobie spokój bo ona sama już jest przerażona tą sytuacją. Ostatni telefon przed ślubem cywilnym do mojej mamy był krótki, akurat miała krwotok z nosa, kiedy grzecznie przeprosiła, że nie może stać przy telefonie bo leci jej krew z nosa usłyszała tylko :"by ci moje nieszczęście bokiem wyszło"...
            Na ślubie cywilnym nie było jej, ani jego brata, byli tylko ludzie którzy naprawdę cieszyli się z naszego ślubu. Staliśmy tam w urzędzie słuchając o małżeństwie, o tym co ze sobą niesie, a ja... stałam tam nie wiedząc czy bardziej jestem szczęśliwa czy przerażona, tak jak moja mama, która stała obok i płakała ze strachu czy moja przyszła teściowa dopełni swojej groźby i zniszczy małżeństwo swojego syna. Teraz patrząc na to z perspektywy czasu nadal nie wiem czy moja choroba nie jest konsekwencją jej słów, że nie będziemy razem, że ona wszystko zrobi by nas rozdzielić. Może jeśli nie da się nas rozdzielić żywych, może tylko śmierć nas rozdzieli. Nie wiem czy jej przesiadywania u wróżki nie ingerowały w nasze życie. Czy tamtego dnia nas nie przeklęła? 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz