Zdarza
mi się jeszcze czasem marzyć o księciu z bajki, o wielkiej miłości
rodem z telenoweli ,a chwilę później stukam się w czoło bo mój
książę akurat jest w pracy, może nie na białym rumaku a w
rozwalającym się oplu, ale jest. Mój własny książę i innego
nie potrzebuję.
Siedzę na balkonie z widokiem na dym z kominów
pobliskich domów jednorodzinnych i prażącym słońcem przez cały
dzień. Siedzę wystawiając nos na słońce do opalania mimo, że mi
nie wolno. Wystawiam by się troszkę ogrzać a za chwilę chowam się
bo już mi za gorąco. No cóż, kobieta zmienną jest ,a ja nawet
ponad normę.
Kiedy po chwili znów mi marzną łapki znów biegnę do słońca, i tak w kółko zanim wpadnę na jakiś kolejny pomysł co tu robić by się nie zanudzić. Zazwyczaj wiosną ludzie są pełni energii, mają siły by podbijać świat a ja siedzę i się nudzę... Siedzę bo, wczoraj dostałam cudowne lekarstwo na raka, nudzę się bo robić mi nic nie wolno. Nawet moje dzieci ciężko pracują. Starszy rozrabia jak zwykle w przedszkolu, a młodszy demoluje dom u babci. A ja sama, nawet nie jak palec bo on ma wesoło, obok są jeszcze cztery.
Kiedy po chwili znów mi marzną łapki znów biegnę do słońca, i tak w kółko zanim wpadnę na jakiś kolejny pomysł co tu robić by się nie zanudzić. Zazwyczaj wiosną ludzie są pełni energii, mają siły by podbijać świat a ja siedzę i się nudzę... Siedzę bo, wczoraj dostałam cudowne lekarstwo na raka, nudzę się bo robić mi nic nie wolno. Nawet moje dzieci ciężko pracują. Starszy rozrabia jak zwykle w przedszkolu, a młodszy demoluje dom u babci. A ja sama, nawet nie jak palec bo on ma wesoło, obok są jeszcze cztery.
Czasami zastanawiam się skąd biorę siłę by nie przejmując się
chorobą ,iść dalej jakby nigdy nic, a jedyne co mi przypomina o tym
jaki był ten poprzedni rok to pięciocentymetrowa blizna. Czy jestem
aż tak głupia, a może tak pewna tego, że może jednak bajki
kończą się „długo i szczęśliwie“. W filmy to ja raczej nie
wierzę, tam każdy nowotwór kończy się wypadaniem włosów a parę
miesięcy później kładą kwiatki na grobie. Nie wiem ile mi
jeszcze zostało, mogę mieć tylko nadzieję, że kiedyś już jako
stara babcia usiądę z wnukami przy kominku i opowiem im, że warto
wierzyć w bajki, bo czasem bajki mimo, że zazwyczaj różnią się
od oryginału to i tak się spełniają. Chyba zawsze warto mieć w
sobie trochę dziecka. taką malutką iskierkę, która w
odpowiednim momencie zapłonie by dać nam siłę i wiarę, że może
jednak jesteśmy niezniszczalni... Kiedy byłam mała nie myślałam
o wypadkach, o śmiertelnych chorobach i o tym, że czasem śmierć
przychodzi nieoczekiwanie, a jeśli już przyjdzie istnieje niebo z
pięknymi ogrodami a dusza chodzi sobie po nich, a kiedy chce schodzi
na ziemię by być z bliskimi i zawsze przy nich czuwać.
Kiedy
podrosłam, aż do początku 2010 roku wiedziałam, że są wypadki,
śmiertelne choroby i ludzie umierają w każdym wieku, lecz mimo to
wciąż wierzyłam, że ja jestem niezniszczalna, że ludzie owszem
giną w wypadkach, ale ja jestem w jakiś cudowny magiczny sposób
chroniona, a choroby mnie się boją. Dziś wiem, że jest inaczej.
Nie ma ludzi niezniszczalnych...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz