poniedziałek, 13 maja 2013

Warto wierzyć w bajki...


           Zdarza mi się jeszcze czasem marzyć o księciu z bajki, o wielkiej miłości rodem z telenoweli ,a chwilę później stukam się w czoło bo mój książę akurat jest w pracy, może nie na białym rumaku a w rozwalającym się oplu, ale jest. Mój własny książę i innego nie potrzebuję.
          Siedzę na balkonie z widokiem na dym z kominów pobliskich domów jednorodzinnych i prażącym słońcem przez cały dzień. Siedzę wystawiając nos na słońce do opalania mimo, że mi nie wolno. Wystawiam by się troszkę ogrzać a za chwilę chowam się bo już mi za gorąco. No cóż, kobieta zmienną jest ,a ja nawet ponad normę.

Kiedy po chwili znów mi marzną łapki znów biegnę do słońca, i tak w kółko zanim wpadnę na jakiś kolejny pomysł co tu robić by się nie zanudzić. Zazwyczaj wiosną ludzie są pełni energii, mają siły by podbijać świat a ja siedzę i się nudzę... Siedzę bo, wczoraj dostałam cudowne lekarstwo na raka, nudzę się bo robić mi nic nie wolno. Nawet moje dzieci ciężko pracują. Starszy rozrabia jak zwykle w przedszkolu, a młodszy demoluje dom u babci. A ja sama, nawet nie jak palec bo on ma wesoło, obok są jeszcze cztery.
                 Czasami zastanawiam się skąd biorę siłę by nie przejmując się chorobą ,iść dalej jakby nigdy nic, a jedyne co mi przypomina o tym jaki był ten poprzedni rok to pięciocentymetrowa blizna. Czy jestem aż tak głupia, a może tak pewna tego, że może jednak bajki kończą się „długo i szczęśliwie“. W filmy to ja raczej nie wierzę, tam każdy nowotwór kończy się wypadaniem włosów a parę miesięcy później kładą kwiatki na grobie. Nie wiem ile mi jeszcze zostało, mogę mieć tylko nadzieję, że kiedyś już jako stara babcia usiądę z wnukami przy kominku i opowiem im, że warto wierzyć w bajki, bo czasem bajki mimo, że zazwyczaj różnią się od oryginału to i tak się spełniają. Chyba zawsze warto mieć w sobie trochę dziecka. taką malutką iskierkę, która w odpowiednim momencie zapłonie by dać nam siłę i wiarę, że może jednak jesteśmy niezniszczalni... Kiedy byłam mała nie myślałam o wypadkach, o śmiertelnych chorobach i o tym, że czasem śmierć przychodzi nieoczekiwanie, a jeśli już przyjdzie istnieje niebo z pięknymi ogrodami a dusza chodzi sobie po nich, a kiedy chce schodzi na ziemię by być z bliskimi i zawsze przy nich czuwać.
            Kiedy podrosłam, aż do początku 2010 roku wiedziałam, że są wypadki, śmiertelne choroby i ludzie umierają w każdym wieku, lecz mimo to wciąż wierzyłam, że ja jestem niezniszczalna, że ludzie owszem giną w wypadkach, ale ja jestem w jakiś cudowny magiczny sposób chroniona, a choroby mnie się boją. Dziś wiem, że jest inaczej. Nie ma ludzi niezniszczalnych...





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz