Lekarz był naprawdę ciepłym człowiekiem i dobrym specjalistą. Po zbadaniu mnie dał mi nadzieję na częściową mastektomię. Powiedział, że podejmie się operowania mnie, abym po każdej chemioterapii do niego przychodziła, aby był na bieżąco jak rak reaguje na leczenie i kiedy nastąpi czas na operację przyjść do niego. Dał mi nadzieję, że jest szansa na częściową mastektomię, że połowę się da uratować. Ale powiedział też coś, co dało mi do myślenia, że jeśli po tej operacji dojdzie do zajęcia pozostawionej części piersi, to dopiero wtedy usunie całość. Rozmowa z Krzyśkiem na ten temat nie trwała długo, byliśmy oboje zgodni co do operacji. Uznaliśmy, że bezpieczniejsze będzie usunięcie całej piersi, niż dwie operacje i strach czy rak nie zżera tego co zostało, a to było bardzo prawdopodobne. Wiedziałam że kiedy zostanie usunięta połowa, to i tak już nie będzie taka sama - za to zdeformowana i dziwna. Nie pisałam się na to. Miałam bardzo prosty wybór - umrzeć z piersią lub żyć godząc się z tym, że już nie będę taka sama.
Dziękowałam Bogu, że spotkałam na swojej drodze takiego faceta. Dziękowałam za to, że mam u swego boku kogoś, kto kocha mnie nie zależnie od tego co mi wychodzi źle i to że kocha mnie za to jaka jestem, a nie jakie mam piersi, a może bardziej to, że prawdopodobnie dotyka jednej z nich po raz ostatni. Po operacji już nic nie będzie takie same. Ja będę inna. Po niej okaże się co dla nas oznacza słowo "MIŁOŚĆ"
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz