wtorek, 14 maja 2013

Nie było jak w filmie


Nie było jak w filmie - cóż to dobry znak - pod prysznicem nie wyczułam guzka, podczas seksu mąż też go nie wyczuł. Na początek zapalenie piersi, zdarza się karmiąc dziecko, nic nadzwyczajnego. Powinno do miesiąca nie dłużej przejść robiąc okłady. Pierwszego synka karmiłam do roku czasu, Młodszy miał dopiero 3 miesiące, nie było mowy o odstawieniu go. Wszędzie piszą jak ważne jest karmienie dla jego zdrowia i odporności, no i nie ma nic bardziej budującego więź matki z dzieckiem.



 Niestety po miesiącu nic się nie zmieniło, twarde pół piersi, mimo, że lekarz u którego byłam stwierdził, że mimo wszystko to tylko zapalenie piersi to mnie nie uspokoiło, ale ja, jak to ja nie lubię się narzucać, nie umiem walczyć o swoje.

Kolejny miesiąc jest bez zmian, oprócz tego, że mój maluszek rośnie jak na drożdżach, a ziemia przygotowuje się na przyjście zimy. Na zewnątrz robi się coraz chłodniej a większość liści już dawno leży na ziemi, mieniąc się wszystkimi kolorami jesieni. Tylko w moim sercu coraz więcej złych przeczuć, coraz więcej strachu i niepewności, że coś jest nie tak.
 Kolejna wizyta u innego lekarza i skierowanie na USG, a pierś? Dotykając jej miałam wrażenie, że w środku mam kamień, drętwy, nieczuły na nic kamień. Miałam wrażenie, że ta część wielkości pięści w moim ciele nie jest moja, nie mogła być bo jej nie czułam. Pamiętam dzień, w którym poszłam na USG, pamiętam ten dzień tak,jak każdy kolejny później. Pamiętam słowa Pani doktor robiącej mi ultrasonografię, kiedy zapytałam czy to może być nowotwór. Uśpiła moją czujność mówiąc, że „to chyba raczej nie nowotwór, że w środku jest krew“. U niej też dowiedziałam się o powiększonych węzłach chłonnym pachowych. Dokładnie czterech, ale „spowodowanych tym stanem zapalnym“. Powiedziała też, że na wszelki wypadek da mi skierowanie na biopsję. Teraz często się zastanawiam, przypominając sobie tę historię, czy ona już wtedy wiedziała, co było na monitorze ultrasonografu, czy nie powiedziała mi prawdy bo bała się patrzeć mi w oczy, czy nie powiedziała mi co tam zobaczyła by nie brać na siebie tak wielkiej odpowiedzialności jak przekazanie komuś wyroku? Tego nigdy się nie dowiem, tak jak nie dostanę odpowiedzi na wiele innych pytań, takich jak to dlaczego akurat ja? 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz