Niestety po miesiącu nic się nie zmieniło, twarde pół piersi, mimo, że lekarz u którego byłam stwierdził, że mimo wszystko to tylko zapalenie piersi to mnie nie uspokoiło, ale ja, jak to ja nie lubię się narzucać, nie umiem walczyć o swoje.
Kolejny miesiąc jest bez zmian, oprócz tego, że mój maluszek rośnie jak na drożdżach, a ziemia przygotowuje się na przyjście zimy. Na zewnątrz robi się coraz chłodniej a większość liści już dawno leży na ziemi, mieniąc się wszystkimi kolorami jesieni. Tylko w moim sercu coraz więcej złych przeczuć, coraz więcej strachu i niepewności, że coś jest nie tak.
Kolejna wizyta u innego lekarza i skierowanie na
USG, a pierś? Dotykając jej miałam wrażenie, że w środku mam
kamień, drętwy, nieczuły na nic kamień. Miałam wrażenie, że ta
część wielkości pięści w moim ciele nie jest moja, nie mogła
być bo jej nie czułam. Pamiętam dzień, w którym poszłam na USG,
pamiętam ten dzień tak,jak każdy kolejny później. Pamiętam
słowa Pani doktor robiącej mi ultrasonografię, kiedy zapytałam
czy to może być nowotwór. Uśpiła moją czujność mówiąc, że
„to chyba raczej nie nowotwór, że w środku jest krew“. U niej
też dowiedziałam się o powiększonych węzłach chłonnym
pachowych. Dokładnie czterech, ale „spowodowanych tym stanem
zapalnym“. Powiedziała też, że na wszelki wypadek da mi
skierowanie na biopsję. Teraz często się zastanawiam,
przypominając sobie tę historię, czy ona już wtedy wiedziała, co
było na monitorze ultrasonografu, czy nie powiedziała mi prawdy bo
bała się patrzeć mi w oczy, czy nie powiedziała mi co tam
zobaczyła by nie brać na siebie tak wielkiej odpowiedzialności jak
przekazanie komuś wyroku? Tego nigdy się nie dowiem, tak jak nie
dostanę odpowiedzi na wiele innych pytań, takich jak to dlaczego
akurat ja?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz