Nie jestem nieśmiertelna. Nie jestem też silna. Wierzymy, że tak dopuki nie zaczynamy spadać w dół i zdajemy sobie sprawę, że tak nie jest. Silny człowiek niczego się nie boi, nie ma chwil zwątpienia, wierzy w swoją wyjątkowość i w to, że gdy przyjdzie koniec świata on będzie jedynym ocalałym.
Nie jestem wyjątkowa. Nie jestem silna. Czasem jestem zimna jak lód, a chwilę później serce mi płonie ze strachu. Czy wiedząc co jest po śmierci umieranie nie było by aż tak przerażające? Czy balibyśmy się mniej i szli na stracenie z podniesioną głową? Widząc staruszków z laską u boku płaczę, bo też chcę być kiedyś jak oni. Chcę mieć przywilej zestarzenia się, twarzy pokrytej zmarszczkami. A kiedy przyjdzie dzień mojej śmierci, nawet o tym nie wiedząc pozbawiona pamięci i większego kontaktu z rzeczywistością...
Dzień po operacji boli już mniej. Niestety dusza krzyczy, ale nikt jej nie słyszy. Mam zabandażowaną klatkę piersiową, ale wiem, że to co zobaczę pod spodem złamie mi serce. Wiem, że już nic nie będzie takie samo, że teraz jestem inna. Mój przypadek nie pozwalał na jednoczesną rekonstrukcję, ale to wiedziałam od początku. Nie spodziewałam się niczego innego. To był dziwny dzień, było mi strasznie smutno. Mimo, że chciałam po prostu rozpłakać się i krzyczeć dopóki starczy mi sił, ale nie zrobiłam tego. Nie umiałam. Cały dzień leżałam z tzw klinem pod ręką - to poduszka w kształce sera - ułatwia przepływ limfy i zapobiega obrzękowi ręki . Po południu przyszła rehabilitantka wytłumaczyć mi co teraz muszę robić aby do tego obrzęku nie doszło. Z każdem jej słowem zaczynamał rozumieć, że mastektomia w porównaniu z wyciętymi węzłami chłonnymi to tak naprawdę nic. Wycięto mi wszystkie węzły chłonne pachowe po stronie operowanej, w których miałam cztery guzki co bardzo utrudnia przepływ limfy. Rękę muszę ćwiczyć już do końca życia codziennie. Nie mogę nosić uciskających ubrań, bransoletek, pierścionów po tej stronie. Ogólnie ręki nie mogę przemęczać i nie dźwigać nic powyżej kilograma. Muszę uważać na oparzenia, ukąszenia i skaleczenia. Spanie pozostaje mi albo na lewym boku albo na plecach. Nie mogę jej uciskać przez dłuższy czas, pilnować aby nie pobierano mi z tej ręki krwi , nie mierzono ciśnienia.
Nie mogę!
Nie mogę!
Nie mogę!
Wieczorem pielęgniarki zdjęły mi bandaż elastyczny, którym była owinięta moja klatka piersiowa i został tylko opatrunek na szwach. Kiedy zmieniano opatrunek na czysty nie mogłam spojrzeć , nie chciałam i najzwyczajniej w świecie się bałam. Dostałam również pozwolenie na prysznic.
Poszłam dopiero kiedy oddział opustoszał, pacjentki przygotowywały się do snu. Nie chciałam iśc wcześniej chyba po prostu ze wstydu, że ktoś zobaczy mnie taką niekompletną. Drzwi kabiny nie były zamykane na żadne zasuwy ze względu na bezpieczeństwo pacjentek.
Bardzo długo zbierałam się aby wstać, a kiedy już mi się to udało poszłam przez ciemny już korytarz na koniec oddziału gdzie łazienka się znajdowała. Myślę, że byłam dzielna, ale do czasu kiedy nie stanęłam przed lusterkiem w kabinie bez koszuli. Kiedy nie zobaczyłam opatrunku na zupełnie płaskiej skórze, kiedy nie dotknęłam miejsca gdzie kiedyś miałam pierś. Nie płakałam to tylko łzy nie znalazły już miejsca w moich oczach i teraz wydostawały się na zewnątrz jedna za drugą.
Prysznic przypominał mi scenę z filmu kiedy aktorka siedzi pod prysznicem i szlocha obmywana wodą. Chciałabym aby była to scena z filmu, ale w tej chwili to było prawdą. Coś we mnie pękło. Nie podobało mi się to co zobaczyłam, czułam się wybrakowana, niekompletna i nic nie mogłam z tym zrobić. Już dawno straciłam wiarę na obudzenie się we własnym łóżku i stwierdzenie że to był tylko zły sen. Wiedziałam że to wszystko dzieje się na prawdę i ból jaki czuję jest realny. Jest prawdziwy. Wiedziałam, że zaraz będę musiała wytrzeć te niedoskonałe ciało , ubrać się i iść dalej walczyć o swoje życie.
Przez kilka dni walczyłam z przykurczem mięśni ręki, której praktycznie nie byłam w stanie ruszyć i rehabilitacja sprawiała mi ból. Miałam ochotę parę razy rzucić w rehabilitantkę poduszką aby dała mi spokój ale ona dzielnie walczyła z moją ręką, którą doprowadziła do sprawności.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz