piątek, 25 kwietnia 2014

   


W dniu kiedy wróciłam na oddział chemioterapii na kolejny wlew, wlewu nie dostałam... 

    Po badaniu lekarskim - sprawdzana była reakcja guza na podane cytostatyki - okazało się, że zaczął się zmniejszać, przyszedł do mnie na salę ordynator oddziału chirurgii onkologicznej razem z panią ordynator oddziału na którym akurat byłam. Stanęli nade mną i rozmawiali między sobą, a ja jak małe wystraszone dziecko patrzyłam to na jedno to na drugie nie wiedząc co się za chwilę stanie. Nie wiedząc czy jest dobrze czy wręcz przeciwnie. Po długiej debacie nad moim łóżkiem dowiedziałam się, że muszę spakować swoje rzeczy i czekać na pielęgniarkę która zaprowadzi mnie na oddział, którego tak bardzo się bałam... Na oddział chirurgii. To dziwne uczucie, kiedy z jednego miejsca wzbudzającego strach trafiasz w inne tak samo przerażające. Nie lepsze, ale i nie gorsze... Tak jak bardzo bałam się podawania chemioterapii tak bardzo bałam się i operacji.
        
    Czekałam na mastektomię - zmorę wszystkich kobiet. Popadałam ze skrajności w skrajność. W jednej chwili trzęsłam się ze strachu, by chwilę później podnieść wysoko głowę gotowa stawić czoła całemu światu. Gotowa stawić czoła chorobie jaka mi przypadła w losie... Najgorzej było kiedy zaczynałam się bać, że ja już z tego nie wyjdę, kiedy zaczynałam się bać, że to leczenie może nie mieć sensu. Pomału docierało do mnie, że operacji nie uniknę, będzie to co ma być. Przed operacją leżałam na sali czteroosobowej z trzema bardzo ciepłymi kobietami, które widząc jak bardzo potrzebuję tylko swojego towarzystwa uszanowały to, za co byłam im ogromnie wdzięczna. Miałam w głowie straszny mętlik... Miałam milion myśli, za którymi sama nie nadążałam. Miałam w głowie milion pytań na które nie potrafiłam sobie odpowiedzieć.
 W przeddzień operacji, podpisywałam mnóstwo papierów, wypełniałam ankiety i z każdą sekundą bałam się coraz bardziej. Nigdy nie lubiłam narkozy, kojarzyła mi się zawsze ze śmiercią i rosyjską ruletką - obudzę się lub nie. Dzisiaj dawkę leku sprawdza się bardzo dokładnie dla każdego pacjenta. Pod uwagę brane jest wiele czynników, by narkoza była jak najbardziej bezpieczna. Ta wiedza niewiele mi dała, bałam się tak samo jak przed zdobyciem tej wiedzy.
     Dzień powoli dobiegał końca, oddział powoli przygotowywał się do snu. Z każdą minutą robiło się coraz ciszej na korytarzu i w sali na której byłam. Dopiero, gdy zrobiło się już zupełnie cicho zdecydował się iść do łazienki. Było mi strasznie smutno, ale nie płakałam, nie mogłam... Pod prysznicem złapałam się za pierś i poczułam jak moje serce pęka z bólu, jak bardzo to wszystko zaczyna być realne. Czułam jak pęka, a ja wraz z nim. Zdałam sobie sprawę, że już nic nie będzie takie samo, że nie stanie się cud i nie ochronię się, a jutro trafię na stół operacyjny. Zrozumiałam, że jutrzejszego dnia tak wiele się zmieni. Będę inną osobą... Tylko czy będę umiała przystosować się do nowej sytuacji? Czy poradzę sobie z tym zmienionym ciałem? Czy jeszcze będę kobietą? Czy Krzysiek będzie ją we mnie widział i czy ja ją jeszcze w sobie zobaczę? Tyle słychać o tym jak ważny jest biust dla mężczyzn, a co kiedy nagle go nie ma? Bałam się, że może przestanę nią być. Kim będę?






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz