piątek, 17 maja 2013

nie było fajerwerków


                     Pamiętam nasze pierwsze spotkanie pod hufcem. Krzysiek był z tym kolegą którym byłam zauroczona. Mieli jechać wraz z moją drużynką (moja to ona nie była, ale na czas wyjazdu powierzona mnie) na Rajd Stokrotka odbywający się od lat w czerwcu. Kiedy z przyjaciółką zjawiłyśmy się pod hufcem oni już byli. Krzysiek na rolkach co mnie trochę wkurzyło, nie zrobił na mnie wrażenia, nie było miłości od pierwszego wejrzenia, fajerwerków. Nawet nie byłam zauroczona, był za chudy i strasznie nieśmiały. Na żywo rozmowa się nie kleiła, tylko jak miała się kleić skoro prawie się nie odzywał, za to my obie gadałyśmy jak zaczarowane - w sumie nic nowego, zazwyczaj miałyśmy obie dużo do powiedzenia. Po załatwieniu spraw związanych z rajdem za tydzień mieliśmy ruszyć w drogę powrotną do domu, a mój przyszły mąż zabrał się i pojechał na tych swoich cholernych rolkach - tchórz!

Zwiał !

               Na rajdzie poznaliśmy się już lepiej. Po powrocie często wychodziliśmy na spacery i gadaliśmy bez końca. Mieliśmy tyle tematów do rozmów, a czasu na to zbyt mało. Na jednym z nim Krzysiek poprosił mnie o chodzenie, chwilę wcześniej informując o wyjeździe do Niemiec - znowu! - na całe lato. Co ma zrobić dziewczyna, którą chłopak prosi o chodzie słowami: „chcesz bym był twoim chłopakiem“ i mającym zamiar opuścić ją za parę dni na całe dwa miesiące! Musiałam się zastanowić, bo jak można powiedzieć dziewczynie: „ chcesz bym był twoim chłopakiem“! Pierwszy raz w życiu usłyszałam taki tekst! Nie spałam pół nocy przez niego, bo nie wiedziałam jak można kogoś prosić o chodzenie wcale go nie znając, po tygodniu, czy dwóch. Parę lat później dowiedziałam się, że moje kochanie wtedy mnie nie kochało - bało się, że mnie ktoś sprzątnie mu sprzed nosa. Ha! 
Albo ślepy, albo głupi...

 Zgodziła się dzień później 18 czerwca a przez kolejne dwa miesiące byłam w związku przez telefon i przez telefon pierwszy raz usłyszałam od niego „kocham Cię“. 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz