Pamiętam nasze pierwsze spotkanie pod hufcem. Krzysiek był z tym kolegą
którym byłam zauroczona. Mieli jechać wraz z moją drużynką (moja
to ona nie była, ale na czas wyjazdu powierzona mnie) na Rajd
Stokrotka odbywający się od lat w czerwcu. Kiedy z przyjaciółką
zjawiłyśmy się pod hufcem oni już byli. Krzysiek na rolkach co
mnie trochę wkurzyło, nie zrobił na mnie wrażenia, nie było
miłości od pierwszego wejrzenia, fajerwerków. Nawet nie byłam
zauroczona, był za chudy i strasznie nieśmiały. Na żywo rozmowa
się nie kleiła, tylko jak miała się kleić skoro prawie się nie
odzywał, za to my obie gadałyśmy jak zaczarowane - w sumie nic
nowego, zazwyczaj miałyśmy obie dużo do powiedzenia. Po
załatwieniu spraw związanych z rajdem za tydzień mieliśmy ruszyć w
drogę powrotną do domu, a mój przyszły mąż zabrał się i pojechał na tych
swoich cholernych rolkach - tchórz!
Zwiał !
Na
rajdzie poznaliśmy się już lepiej. Po powrocie często wychodziliśmy
na spacery i gadaliśmy bez końca. Mieliśmy tyle tematów do
rozmów, a czasu na to zbyt mało. Na jednym z nim Krzysiek poprosił
mnie o chodzenie, chwilę wcześniej informując o wyjeździe do
Niemiec - znowu! - na całe lato. Co ma zrobić dziewczyna, którą
chłopak prosi o chodzie słowami: „chcesz bym był twoim
chłopakiem“ i mającym zamiar opuścić ją za parę dni na całe
dwa miesiące! Musiałam się zastanowić, bo jak można powiedzieć
dziewczynie: „ chcesz bym był twoim chłopakiem“! Pierwszy raz w
życiu usłyszałam taki tekst! Nie spałam pół nocy przez niego,
bo nie wiedziałam jak można kogoś prosić o chodzenie wcale go
nie znając, po tygodniu, czy dwóch. Parę lat później
dowiedziałam się, że moje kochanie wtedy mnie nie kochało - bało
się, że mnie ktoś sprzątnie mu sprzed nosa. Ha!
Albo ślepy, albo
głupi...
Zgodziła się dzień później 18 czerwca a przez kolejne
dwa miesiące byłam w związku przez telefon i przez telefon
pierwszy raz usłyszałam od niego „kocham Cię“.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz