czwartek, 16 maja 2013

poznaliśmy się...


                     Droga na wieś dłużyła się w nieskończoność. Oboje płakaliśmy po cichu by to drugie nie słyszało, by nie widziało. Bałam się tego co przyniesie kolejny dzień, co wykaże jutrzejszy wynik biopsji. A najbardziej bałam się o Krzyśka. Nie byłam przerażona tym, że mnie zabraknie, lecz tym co zostanie tutaj, gdy mnie już nie będzie. Czy on sobie poradzi? Jak sam wychowa chłopców i czy kogoś sobie znajdzie, czy będzie szukał? Zawsze powtarzałam mu, że nie potrafię żyć bez niego i w razie gdyby go zabrakło, nie byłabym w stanie dalej żyć. 
Może więc po to zachorowałam, bym to ja pierwsza odeszła, bym nie cierpiała... 


                Kiedy się poznaliśmy nic nie wskazywało na to, że będziemy razem, że będziemy się dopełniać... Niech będzie błogosławiony internet! No, i oczywiście słynne Gadu-gadu... Z nudów usiadłam pewnego dnia przy komputerze a, że tak jak dziś tak kiedyś nie znosiłam czatów i usilnego szukania przez wszystkich drugiej połówki, a może raczej "chwilowego partnera". Do dziś nie wiem, czego tam można szuka?. Gadu- gadu było w tamtych czasach nowością, konto miała jedna osoba na dziesięć, wystarczyło wpisać wytyczną co do płci, wieku czy miejscowości, no i imię. Dwa razy w swoim osiemnastoletnim życiu zakochana byłam w chłopakach o imieniu Krzysztof -więc wpisałam imię oczywiście Krzysztof - tylko, że tym razem nie miałam zamiaru się zakochiwać, chwilowo miałam dość miłości - miałam zamiar miło spędzić popołudnie na pogawędce z kimś nieznajomym, bez zobowiązań i bez masy pytań o wygląd i zainteresowania. Pierwszy znaleziony i oczywiście z włączonym komunikatorem - rozmowa o niczym przez 5 minut i nagle mój rozmówca stwierdził, że musi kończyć bo idzie się pakować, gdyż jedzie do Niemiec. No, jasne, że się wkurzyłam, takie teksty piszą faceci znudzeni rozmową i w miły, kulturalny sposób chcący spławić dziewczynę. Ironicznie napisałam mu, aby wysłał mi pocztówkę z tych Niemiec, a że poprosił o adres to podałam na odczepnego, wiedząc iż raczej pocztówki się nie doczekam. Na jakiś czas ta rozmowa zupełnie wyleciała mi z głowy do momentu w którym mój rozmówca z przed kilku tygodniu znów się nie odezwał. Dowodem na jego pobyt za granicą była pocztówka, którą faktycznie w tym samym czasie co się odezwał, dostałam. Świetnie nam się gadało, i co ciekawe okazało się, że mamy ze sobą dużo wspólnego, chociaż by to, iż oboje byliśmy  w drużynach harcerskich i wspólnego znajomego, do którego miałam słabość - cała ja - kochliwa jak nikt...


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz