Droga
na wieś dłużyła się w nieskończoność. Oboje płakaliśmy po
cichu by to drugie nie słyszało, by nie widziało. Bałam się tego
co przyniesie kolejny dzień, co wykaże jutrzejszy wynik biopsji. A
najbardziej bałam się o Krzyśka. Nie byłam przerażona tym, że
mnie zabraknie, lecz tym co zostanie tutaj, gdy mnie już nie będzie.
Czy on sobie poradzi? Jak sam wychowa chłopców i czy kogoś sobie
znajdzie, czy będzie szukał? Zawsze powtarzałam mu, że nie
potrafię żyć bez niego i w razie gdyby go zabrakło, nie byłabym
w stanie dalej żyć.
Może więc po to zachorowałam, bym to ja
pierwsza odeszła, bym nie cierpiała...
Kiedy się poznaliśmy nic
nie wskazywało na to, że będziemy razem, że będziemy się
dopełniać... Niech będzie błogosławiony internet! No, i
oczywiście słynne Gadu-gadu... Z nudów usiadłam pewnego dnia
przy komputerze a, że tak jak dziś tak kiedyś nie znosiłam czatów
i usilnego szukania przez wszystkich drugiej połówki, a może
raczej "chwilowego partnera". Do dziś nie wiem, czego tam można
szuka?. Gadu- gadu było w tamtych czasach nowością, konto miała
jedna osoba na dziesięć, wystarczyło wpisać wytyczną co do płci,
wieku czy miejscowości, no i imię. Dwa razy w swoim
osiemnastoletnim życiu zakochana byłam w chłopakach o imieniu
Krzysztof -więc wpisałam imię oczywiście Krzysztof - tylko, że tym razem nie miałam
zamiaru się zakochiwać, chwilowo miałam dość miłości - miałam
zamiar miło spędzić popołudnie na pogawędce z kimś nieznajomym,
bez zobowiązań i bez masy pytań o wygląd i zainteresowania.
Pierwszy znaleziony i oczywiście z włączonym komunikatorem -
rozmowa o niczym przez 5 minut i nagle mój rozmówca stwierdził, że
musi kończyć bo idzie się pakować, gdyż jedzie do Niemiec. No,
jasne, że się wkurzyłam, takie teksty piszą faceci znudzeni
rozmową i w miły, kulturalny sposób chcący spławić dziewczynę.
Ironicznie napisałam mu, aby wysłał mi pocztówkę z tych Niemiec,
a że poprosił o adres to podałam na odczepnego, wiedząc iż
raczej pocztówki się nie doczekam. Na jakiś czas ta rozmowa
zupełnie wyleciała mi z głowy do momentu w którym mój rozmówca
z przed kilku tygodniu znów się nie odezwał. Dowodem na jego
pobyt za granicą była pocztówka, którą faktycznie w tym samym
czasie co się odezwał, dostałam. Świetnie nam się gadało, i co
ciekawe okazało się, że mamy ze sobą dużo wspólnego, chociaż by
to, iż oboje byliśmy w drużynach harcerskich i
wspólnego znajomego, do którego miałam słabość - cała ja -
kochliwa jak nikt...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz