piątek, 7 czerwca 2013

            Z chirurgii onkologicznej trafiłam na chemioterapię. Z jednego piekła uciekłam by wrzucili mnie w kolejne. Zabrała mnie ordynator oddziału chemioterapii, gdyż uznali że przed operacją spróbują zmniejszyć mój nowotwór. Uniknęłam na dwa miesiące operacji.
        Znalazłam się w dwuosobowej przytulnej sali, której nie potrafiłam wtedy dostrzec widząc jedynie miejsce w którym umierają ludzie, trawieni bólem i podłączeni do kroplówek. Nie wiedziałam co dalej będzie ze mną, co mnie tu czeka i czy będzie bolało. Wchodząc na oddział chemioterapii minęłam się w drzwiach z sanitariuszami niosącymi nosze z ciałem przykrytym czarną folią spod której wystawała dłoń. Była to dłoń kobiety, drobniutka, jasna i pokryta zmarszczkami. Krzysiek dobrze mnie znał widząc tę kobietę przyciągnął mnie mocno do siebie i przytulił. Tak po prostu, jakby chciał mnie obronić przed tym widokiem. Wtuliłam się w niego z całych sił osuwając się niemal na ziemię a oczy zaszły mi mgłą. Nie pozwolił mi upaść, nie pozwolić zatracić się w przerażeniu jakie poczułam. Widok tej dłoni i jej właścicielki przykrytej folią prześladuje mnie do dziś i strach, że kiedyś mnie również wyniosą na tych noszach do szpitalnej piwnicy...

Tydzień leżałam bezczynnie słuchając opowieści pacjentek, które zmieniały się na łóżku obok tylko ja wciąż tam byłam. Widziałam jak przygotowywane były do chemioterapii, widziałam ich nagie głowy i nie raz blade twarze ze zmęczenia. Tęskniłam za domem, dziećmi i swoją szarą rzeczywistością. Pragnęłam zaszyć się w kącie i zapomnieć o tym co się dzieje w moim życiu. W czwartą rocznicę ślubu tuż po obchodzie przyszedł do mnie Krzysiek z moimi ubraniami. Lekarz prowadzący pozwolił mu mnie zabrać abym chociaż na parę godzin zapomniała o szpitalu, abym rocznicy nie spędziła w szpitalnym łóżku. Nie pamiętam co robiliśmy, gdzie byliśmy, najważniejsze było to, że jesteśmy razem, że naszej rocznicy choroba nie zniszczyła. Na te kilka chwil miałam wrażenie, że to wszystko to tylko zły sen. Tylko wenflonu, który wciąż miałam na ręku jak bransoletę więzienną przypominał mi gdzie moje miejsce. Do szpitala wróciłam w nocy, szczęśliwa i gotowa stawić czoła kolejnemu dniu. 




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz